| katiuchnablog |
| ::księga
gości:: 2010 kwiecień luty styczeń 2009 grudzień listopad październik sierpień lipiec czerwiec maj styczeń 2008 grudzień październik wrzesień |
I'll be back Gdy śpiewali ale to już było nie mieli racji, że nie wróci więcej. Wraca. Uparcie, z całą siłą swojej powtarzalności, niezaprzeczenie, wyraźnie, głośno i od nowa. Wraca i chełpi się swoim powrotem, jakby było zaskoczeniem, że jest tutaj ponownie. Denerwuje mnie, ale nie mogę zaprzeczyć. To chyba dzisiaj. Czekałam na ten moment i tak, chyba to właśnie teraz, przed chwilą, po złości, rozpaczy, przerażeniu, wściekłości, żalu i rezygnacji, przyszedł czas, w którym odnoszę niejasne wrażenie, że podjęłam decyzję. To jest początek końca. katiuchna 2010-04-06 17:17:21 skomentuj (4) sweet dreams Zrobię coś dzisiaj dla siebie. Coś słodkiego i niebezpiecznego. Pozwolę sobie o nim marzyć, tak do końca i bez żadnych przeszkód. Otwieram zdjęcie jedno za drugim i dopowiadam historie. Nasze historie. Tę, kiedy stoję na sąsiedniej skale z aparatem w ręku patrząc, jak skacze na bungee. Albo tę, gdy dzwoni do mnie po szkoleniu w Stambule, żeby opowiedzieć, co niesamowitego go spotkało na patriotycznej, tureckiej paradzie. Myślę o tym dniu, kiedy wraca w niedzielę zmęczony, bo cały weekend poświęcił malowaniu domu dziecka, zabawianiu kilkuletniej dziewczynki pacynkami, malowaniu bajek niewinną wyobraźnią. Zastanawiam się, jak to jest brać go w ramiona w namiocie, przy akompaniamencie świerszczy, w górach gdzieś w Rumunii albo nad ranem, na kołyszącej się łodzi nad polskim jeziorem. I chociaż nie rozumiem połowy słów na jego internetowym profilu to tak, rozumiem każde z jego westchnień, kiedy zasypia szczęśliwy z ręką na moim biodrze. Jeśli mam wierzyć w samospełniające się przepowiednie, będę wierzyć żarliwie i głęboko. Niech mnie pokocha. katiuchna 2010-02-28 01:29:34 skomentuj (0) examination of conscience Tak właściwie musiałabym się przyznać do tego, że się zgubiłam. Zupełnie straciłam drogę w samej sobie, totalnie poplątałam i tak już krzywe ścieżki. Chciałabym się nad tym zastanowić, bo wiem, że to takie proste - mapy leżą przecież w kącie mojego umysłu, pogniecione, ale jeszcze czytelne. I tak naprawdę, nie ma nic łatwiejszego, niż zajrzeć tam raz jeszcze, wrócić na start i znów wyznaczyć trasę do mety. Tylko że nie mam odwagi. Tak właściwie musiałabym się przyznać też do tego, że jestem szalona. Absolutnie niepoukładana, histeryczna i dramatycznie nielogiczna. Tylko że nikt mi nie uwierzy, bo mało który szaleniec potrafi tak trafnie siebie zdiagnozować. Na koniec w zasadzie pozostaje mi jeszcze jedno wyznanie, które tłucze mi się po głowie uporczywie od rana i kategorycznie żąda dostępu do świadomości. Bo choć miłość jest mi zbędna jak latem ciepły szalik, to choć raz jeszcze chciałabym się zakochać. A może już to się stało, w moim zagubieniu, w moim szaleństwie, w mojej podświadomości. Jak zawsze przedwcześnie i jak zwykle bez szans. Jestem zmęczona. katiuchna 2010-02-27 21:55:05 skomentuj (0) |